• Kufer Podróżnika
  • Kufer Podróżnika
  • Kufer Podróżnika
  • Kufer Podróżnika
Polish English French German Russian Spanish

Wyszukiwarka produktów

Logowanie






Nie pamiętasz hasła?
Zapomniałeś nazwy użytkownika?
Nie masz jeszcze konta? Rejestracja

Newsletter

Najnowsze informacje ze sklepu Kufer Podróżnika w Twojej skrzynce pocztowej.


Imię:

Email:

Linki

Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65

KSIĄŻKI KTÓRE POLECAMY



Co nowego...

Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_latestnews/helper.php on line 109 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_latestnews/helper.php on line 109 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_latestnews/helper.php on line 109 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_latestnews/helper.php on line 109 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_latestnews/helper.php on line 109

Twój Koszyk

Pokaż koszyk
Twój koszyk jest pusty.
Strona główna Strona główna ...... O nas O nas ...... Regulamin Regulamin ...... Pomoc Pomoc ...... Czytelnia Czytelnia ...... Galeria zdjęć Galeria zdjęć ...... Kontakt Kontakt
WYWIAD z Arkadym Radosławem Fiedlerem o tęsknocie za dalą. Email
wtorek, 22 kwietnia 2014 07:45

Pracownia Literacka Arkadego Fiedlera w Puszczykowie obchodzi w tym roku czterdziestolecie swojej działalności. Jest to jedyne tego rodzaju miejsce w Polsce powstałe w domu podróżnika i pisarza jeszcze za jego życia. Miejsce przesiąknięte aurą podróży i literatury, wypełnione egzotycznymi pamiątkami, obrazami i zdjęciami. Kolorowe, ciekawe, fascynujące. Nie sposób podczas jednej wizyty wszystkiego zauważyć i zapamiętać. Jest to miejsce do którego chce się wracać. Wciąż mieszka tam rodzina Fiedlerów i kontynuuje rodzinne pasje podróżnicze i kolekcjonerskie.

Czyim pomysłem było założenie Muzeum-Pracowni Literackiej w domu w Puszczykowie?

Muzeum - Pracownia powstała w r. 1974 w wyniku rodzinnych spotkań i rozmów przy dobrze zastawionym stole obiadowym, który miał inspirującą moc i doskonale służył powstawaniu różnych ciekawych pomysłów i planów. Rzecz jasna głównym pomysłodawcą stworzenia naszego Muzeum był późniejszy jego patron, mój Ojciec Arkady Fiedler.

Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum Arkadego Radosława Fiedlera

Czy całej rodzinie ta idea przypadła od razu do gustu? Czy wszyscy ją zaakceptowali?

Absolutnie tak, tym bardziej, że cała nasza rodzina od początku brała udział w tworzeniu koncepcji Muzeum, potem jej materializowaniu, a później prowadzeniu placówki i przyjmowaniu licznych gości z całego kraju.

Muzeum cały czas się rozwija i rozrasta, w parku co jakiś czas pojawiają się nowe obiekty. Czy jest teraz w planach coś nowego?

Często powtarzamy, że nasze Muzeum przez cały czas trwania jest in statu nascendi, że nie zastygło w jednym kształcie ani pomyśle, lecz ciągle się rozwija z myślą o naszych gościach oraz ich wyobraźni i wrażliwości. Dla przykładu: podziwiałem kiedyś na własne oczy wspaniałą piramidę Cheopsa w Egipcie, stąd w naszym ogrodzie, który nazywamy Ogrodem Kultur i Tolerancji, stanęła replika Cheopsa w skali 1:23. Chętnie podróżuję do Ameryki Południowej, dlatego w naszym ogrodzie stoi wierna kopia Santa Marii,  w skali 1:1, legendarnego żaglowca Krzysztofa Kolumba, na którym odkrył Nowy Świat. Z kolei mój brat Marek, podróżując po Meksyku śladami starych kultur, zauroczył się słynnym posągiem bogini Coatlicue, Pani Nieba i Ziemi, i w konsekwencji wierna kopia tego niezwykłego monumentu znalazła się w naszym ogrodzie. Ogród jest pełen porywających rzeźb, posągów i monumentów, które reprezentują różne kultury i które, można rzec, prowadzą z sobą i z naszymi gośćmi swoisty dialog kulturowy, bardzo ciekawy i zajmujący. W Peru zetknąłem się ze śladami po Mochikach, antycznej kulturze sprzed 1500 lat, słynnej m. in. z tego, że w swoich licznych naczyniach ceramicznych pokazali bez pruderii, w sposób niezwykle realistyczny kwestie dotyczące erotyki i seksu. Taka mochikańska kamasutra. Nikt przed nimi, ani nikt po nich w Ameryce Południowej nie potraktował erotyki z taką odwagą i szczerością, dlatego między innymi z tego powodu nazywa się Mochików „Grekami Ameryki Południowej” z ich dionizyjskim nastawieniem do życia. W naszym Muzeum wkrótce powstanie specjalna sala, gdzie wyeksponujemy przywiezione z Peru wierne kopie owej mochikańskiej ceramiki erotycznej. Oczywiście, wstęp tylko dla dorosłych, od lat 18.


Widzę, że cała rodzina od początku była i nadal jest zaangażowana w działalność tej placówki, zresztą wciąż Państwo mieszkacie tutaj. Jakie są największe plusy, a jakie minusy takiego połączenia: domu i muzeum w jednym?

Śmiejemy się, że mieszkając i żyjąc na co dzień wśród setek przeróżnych eksponatów, przywiezionych z 4 kontynentów, sami jesteśmy trochę jak żywe eksponaty, żywe, ale nie zakurzone. Lubimy taki styl życia. Lubimy, kiedy odwiedzają nas goście i możemy prowadzić z nimi ciekawe rozmowy. Nasze Muzeum jest żywe, dynamiczne. Ciągle dzieje się coś istotnego. Myślę, że gdyby nagle gości zabrakło i zapanowałaby tu cisza, czulibyśmy się z tym źle, nieswojo. Dlatego wiele robimy, aby Muzeum było atrakcyjne, oryginalne, nastawione na realizowanie marzeń i wyzwalanie wyobraźni. Żeby przyciągało naszych gości jak pszczoły do miodu.

Pamięta Pan jakiegoś szczególnego gościa czy odwiedzającego?

Trudno powiedzieć. Traktujemy każdego, kto nas odwiedza, jako osobę wyjątkową, szczególną, której należy się nasza uwaga i szacunek. Może dlatego bardzo wielu naszych gości twierdzi, że panuje u nas wyjątkowa aura, bardzo przyjazna, dzięki której chętniej puszczają wodze fantazji i „wędrują” razem z nami po dalekich lądach.

Ma Pan jakiś swój ulubiony eksponat, przedmiot w muzeum?

Mam ich wiele, ale ze szczególną atencją traktuję naszą Piramidę Cheopsa, w której jest, typowa dla piramid, korzystna energia, wyraźnie wzmacniająca ludzkie organizmy. No i nasza Santa Maria, którą w roku 2008 odwiedził….. Krzysztof Kolumb, potomek w linii prostej wielkiego żeglarza i odkrywcy. Od tego czasu utrzymuję z nim serdeczny kontakt. W lipcu tego roku ponownie przyjedzie z Hiszpanii do Puszczykowa na zaproszenie moje i Starosty Poznańskiego, Jana Grabkowskiego. Gdy wchodzę na pokład naszej Santa Marii, przenoszę się myślami do epoki wielkiego odkrywcy i wyobrażam sobie, z jaką determinacją, odwagą i wiarą w powodzenie płynął Kolumb przez nieznane wody Oceanu, których nikt przed nim nie przebył. Ta nasza Santa Maria to taki specyficzny „wehikuł czasu” pozwalający wyobraźni na daleką podróż w fascynującą przeszłość.

Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum Arkadego Radosława Fiedlera

Jak to było, gdy Pana ojciec wracał do domu po takiej kilkumiesięcznej podróży, z odległych miejsc, z bagażem pełnym przygód i egzotycznych pamiątek?

Od najmłodszych lat przyzwyczailiśmy się z bratem, że kiedy Ojciec wracał z dalekiej podróży, to ze swej pamięci „wysypywał” przed nami barwne opowieści o niezwykłej przyrodzie i niezwykłych plemionach, a z walizek i kufrów – liczne eksponaty, które pachniały innym, ekscytującym światem, były tajemnicze i pociągały kształtem, barwą oraz przeznaczeniem. Traktowaliśmy je niczym czarodziejskie przedmioty rodem z pięknej baśni, jak potężne talizmany o niewyobrażalnej mocy, które stawały się częścią naszego domu i ważną częścią naszego życia.

Czy ten bakcyl podróży i „tęsknota za dalą” – jak to pięknie określił Pana tato – przechodzi z ojca na syna? Trwa przez pokolenia?

Gdyby nie owa „tęsknota za dalą”, charakterystyczna dla rodzaju ludzkiego, nie byłoby Kolumba, ani Fiedlerów, ani Kapuścińskiego, ani całej tej wspaniałej rzeszy podróżników i globtroterów, którzy innym otwierają świat za pomocą klucza zwanego marzeniami oraz głodem poznania. Są rody lekarzy, prawników, górników, naukowców. My jesteśmy głównie rodem podróżników, przekazującym sobie z pokolenia na pokolenie podróżnicze pasje. Jednoczą one naszą rodzinę we wspólnym celu, jakim jest poznawanie świata, a w konsekwencji sprowadzanie go do naszego Muzeum i Ogrodu Kultur i Tolerancji oraz zapisywanie w naszych książkach, filmach i fotografiach.

Jak Pan wspomina swoją pierwszą wyprawę z ojcem?

To była dwumiesięczna wyprawa na Syberię latem 1968 roku. Pamiętam tę podróż jako pasmo niekończących się spotkań z Sybirakami, którzy byli o niebo bardziej otwarci i serdeczni niż, na przykład, ludzie w Moskwie. Sporo czasu gościliśmy wśród Jakutów, darzących Polaków wyjątkowo wielką sympatią. Dzisiejsi Jakuci pamiętają, że polscy zesłańcy, na ogół ludzie dużej kultury i szerokich horyzontów, uczyli ich lepszego życia, podnosząc rangę i znaczenie tego syberyjskiego narodu. Na przykład Edward Piekarski jako pierwszy stworzył słownik jakucko-rosyjski, kładąc tym podwaliny pod jakucki język literacki. Inny zesłaniec, pisarz Wacław Sieroszewski, napisał fundamentalne dzieło etnograficzne dotyczące Jakutów, aktualne do dziś. Więc gdy gościliśmy u nich, podejmowali nas z nieprawdopodobną serdecznością, a stoły z wszelakim jadłem tudzież trunkami uginały się i toastom za polsko-jakucką przyjaźń nie było końca.

Odbyliście razem sześć podróży. Czego one Pana nauczyły?

Byłem z Ojcem na czterech kontynentach, w Azji, w Afryce i obu Amerykach. U boku tak wytrawnego podróżnika uczyłem się empatii dla ludzi innych kultur, zrozumienia ich inności, ich potrzeb, aspiracji, poglądów na życie, obyczajów. Wszędzie tam gdzie byliśmy, staraliśmy się znajdować więcej dobrego niż złego i na tym koncentrować naszą uwagę. Przekonany jestem, że dobra jest dużo więcej niż zła, lecz to ostatnie jest bardziej medialne, napastliwe i widowiskowe. Dobro zazwyczaj jest bardziej nieśmiałe, mniej krzykliwe i zauważalne, lecz to ono jest trwałym fundamentem każdej kultury, dzięki czemu może ona istnieć i poddawać się ufnie prawom rozwoju.

Czy ciągnęło Pana w miejsca, do których jeździł tata, czy raczej wolał Pan podążać swoimi ścieżkami i odkrywać nowe zakątki?

W moich samotnych podróżach, już po śmierci Ojca w 1985 roku, niejednokrotnie przecinałem szlaki, którymi on wędrował dużo wcześniej i wtedy zawsze robiło mi się ciepło na sercu, że oto jestem w miejscu, gdzie on także był. Generalnie jednak miałem własne pomysły na daną wyprawę, na przykład znacznie więcej czasu spędziłem w Andach niż w puszczy. U Ojca było odwrotnie. Niewykluczone jednak, że kiedyś zorganizuję wyprawę podążającą bardzo dokładnie śladami Arkadego Fiedlera, na przykład w Amazonii. Spróbuję wtedy nawiązać z Ojcem jakiś duchowy dialog, by wymienić nasze doświadczenia, obserwacje i przeżycia z tych samych miejsc, ale odgrodzonych dużym przedziałem czasowym i z tego powodu nieraz już innych, odmienionych.

A pamięta Pan swoją pierwszą na własną rękę zorganizowaną wyprawę?

Jasne, że pamiętam, i to bardzo dobrze. Peruwiańskie Andy, kolebka wielu niepospolitych kultur, Inkowie, Machu-Picchu, słynne linie Nazca, Mochikowie, Chan-chan i masa innych miejsc zapierających dech. W naszym zracjonalizowanym świecie Ameryka Południowa to nadal kontynent na poły magiczny. Chętnie tu wracam.

Czy przywozi Pan pamiątki z podróży?

Prowadząc od czterdziestu lat podróżnicze Muzeum, nie wolno zapominać o „karmieniu” go nowymi eksponatami. W tym sensie nasze Muzeum przypomina żywy, chłonny organizm, dlatego gdy jestem gdzieś daleko w świecie, zawsze poluję na interesujące i charakterystyczne dla danego miejsca pamiątki. To ekscytujące zajęcie. Upatrzona rzecz nie musi być Bóg wie jak droga, czy szczególnie rzadka lub wyjątkowo piękna. Musi natomiast mieć „duszę”, jakiś swój charakter, wyraźną osobowość. Sprowadzasz tę rzecz do swojego domu jako szczególnego rodzaju gościa, który wnosi cenną aurę i jest na swój sposób ambasadorem odległej krainy. Musi być chemia między nami, jakiś rodzaj zażyłości, porozumienia, w przeciwnym razie eksponat będzie raczej niechętnym intruzem niż przyjazną emanacją czegoś niezwykłego i potrzebnego.


Pisze Pan także artykuły i książki podróżnicze. Najnowsza z nich to „Majowie. Reaktywacja”. Kiedy pojawił się pomysł napisania tej książki, jeszcze przed podróżą, w jej trakcie, czy po powrocie?

Majowie interesowali mnie od zawsze. Najpierw ci historyczni, dawni budowniczowie wielkich miast i piramid, twórcy kalendarza niemal tak dokładnego jak nasz. Później zacząłem się interesować Majami współczesnymi, o których, prawdę mówiąc, wie się znacznie mniej niż o Majach antycznych. Dlatego któregoś dnia pojechałem do graniczącego z Gwatemalą stanu Chiapas w Meksyku, gdzie obecnie żyje co najmniej milion potomków tego niezwykłego narodu. Zamieszkałem w wiosce Chamula z myślą o zebraniu ciekawego materiału do książki i tak się to zaczęło. Żyłem wśród dzisiejszych Majów na tyle długo, żeby poznać ich zwyczaje, troski i radości, problemy, zapatrywania na świat, pragnienia i kulturową zmianę, której doświadczają. Opisałem to wszystko jak umiałem w książce „ Majowie. Reaktywacja”. Pisanie, podobnie jak przywożenie materialnych eksponatów do naszego Muzeum, jest istotnym elementem moich podróży. Podróżując, uczestniczę w tylu niecodziennych wydarzeniach, że aż się prosi, by swoje wrażenia przelać na papier. W czerwcu tego roku ukaże się moja książka „Chwała Andów” o fantastycznych kulturach tego kulturotwórczego regionu. Niedawno ukończyłem też pisanie książki o pewniej rajskiej dolinie na południu Ekwadoru, gdzie żyją długowieczni ludzie, cieszący się doskonałym zdrowiem. Książka, nawiązując do rajskości tego ustronia, będzie miała tytuł „Arkadia”.


Nie wydaje się Panu, że dzisiaj dużo trudniej jest zaskoczyć czytelnika w temacie podróży i egzotycznych miejsc? Świat teraz dla wielu stoi otworem.

Możliwe. Ale myślę, że w sercu każdego podróżnika istnieje jakaś cząstka Kolumba, dzięki której w podróży odkrywa on dla siebie coś świeżego i nowego, coś nadzwyczajnego, wyjątkowego, bardzo osobistego, nawet w miejscu dobrze już odkrytym i zbadanym, w którym wcześniej gościły miliony ludzi. Sądzę, że Kolumbem można być nawet w najbardziej zatłoczonym miejscu na świecie.

A tęskni Pan teraz za dalą? Może za jakimś konkretnym krajem, miejscem?

Pewnie, że tęsknię. Odkąd jestem Posłem na Sejm RP, trudniej o dalekie i długie wyprawy. Gdy skończę posłowanie, na powrót zacznę realizować moje podróżnicze plany, a jest ich sporo, na przykład, Ekwador, Boliwia, Gwatemala, Sudan, Libia, Iran, Trobriandy i tak dalej. Życia nie starczy…

Zapraszamy na stronę Muzeum Pracowni Literackiej

www.fiedler.pl


 
Opublikuj na Facebook
 
© Copyright 2010
Kufer Podróżnika
ul. Klimeckiego 14
30-705 KrakĂłw
Projekt i wykonanie: zalecki www design Maroko Spa