• Kufer Podróżnika
  • Kufer Podróżnika
  • Kufer Podróżnika
  • Kufer Podróżnika
Polish English French German Russian Spanish

Wyszukiwarka produktów

Logowanie






Nie pamiętasz hasła?
Zapomniałeś nazwy użytkownika?
Nie masz jeszcze konta? Rejestracja

Newsletter

Najnowsze informacje ze sklepu Kufer Podróżnika w Twojej skrzynce pocztowej.


Imię:

Email:

Linki

Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_allweblinks/helper.php on line 65

KSIĄŻKI KTÓRE POLECAMY



Co nowego...

Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_latestnews/helper.php on line 109 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_latestnews/helper.php on line 109 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_latestnews/helper.php on line 109 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_latestnews/helper.php on line 109 Warning: Creating default object from empty value in /var/www/clients/client351/web1191/web/modules/mod_latestnews/helper.php on line 109

Twój Koszyk

Pokaż koszyk
Twój koszyk jest pusty.
Strona główna Strona główna ...... O nas O nas ...... Regulamin Regulamin ...... Pomoc Pomoc ...... Czytelnia Czytelnia ...... Galeria zdjęć Galeria zdjęć ...... Kontakt Kontakt
WYWIAD z Kasią - pojechała do źródła, kąpała się w lawie, a teraz ciężko kąpać się jej w wodzie Email
sobota, 07 września 2013 17:11

Kasia napisała do mnie maila i zapytała czy Kufer Podróżnika byłby zainteresowany tematyką Afryki? Gdy okazało się, że chodzi o Gwineę nie wahałam się ani przez chwilę. Gwinea...Gdzieś w Afryce… Moja ciekawość rosła z minuty na minutę. Zastanawiałam się kto tam jeździ i po co? Tak naprawdę sama niewiele wiedziałam, o tym kraju, więc pomyślałam, że chętnie wypytam Kasię. Pomyślałam jeszcze, że na pewno będzie miała dużo ciekawych rzeczy do opowiedzenia. Przekonajcie się sami czy miałam rację?


Dlaczego akurat Gwinea, tak mało popularna wśród turystów, stała się celem Twojej podróży?

Bo zawsze byłam inna :-) A tak poważnie, to pojechałam tam w pogoni za marzeniem i pasją - grą na zachodnioafrykańskich bębnach djembe i dundun, pojechałam do źródła. Do źródła, w którym bije niczym lawa w wulkanie muzyka, taniec i radość życia. Byłam w tym wulkanie. Kąpałam się w tej lawie i teraz ciężko mi się kąpać wodzie i chętnie o tym opowiem.

To na początek powiedz nam, jak zorganizowałaś ten wyjazd?

Przez dwa lata zbierałam dwuzłotówki. Polecam! to świetny sposób odkładania pieniędzy :-) Zebrałam tak 1600 zł. Oszczędzałam też na czym się dało i chociaż finansowo byłam gotowa nie miał mnie tam kto wywieźć. I choć miałam w sobie pewność, że ja tam polecę zimą (teraz mam podobną pewność :-) choć pieniędzy nie mam w ogóle) powoli traciłam nadzieję. I nagle biletem do wymarzonej Gwinei okazał się mój szalony przyjaciel Maxime Piazza. Maxime – masz u mnie ryż do końca życia! Na tydzień przed swoim wylotem do Afryki powiedział: „Kasia, jeszcze nie jest za późno”… Decyzja zapadła chyba 10 grudnia, a 7 stycznia wyleciałam. W 3 tygodnie załatwiłam wizę, szczepienia, ubezpieczenia i w jeden dzień wyleczyłam się z przeziębienia, z którego nigdy się nie leczę. Maxime, który po raz nasty był w tym roku w Afryce był całym moim biurem podróży i powiedział: „Tam jest brud, smród, nie ma wody i prądu, ale jest muza i dla niej warto”, „Jutro idź się szczepić!” i „Będę w Gwinei na początku stycznia. Daj znać kiedy przylatujesz, odbiorę Cię”.  „To do zobaczenia w Conakry!” tak się rozstaliśmy.

Co poczułaś, gdy już tam wylądowałaś?

Duszność, a właściwie stojące powietrze i fale komarów, które mnie zaatakowały. A oprócz tego to coś, czego tutaj nie opiszę. Coś, co się czuje, jak się wraca do domu, do domu, w którym się dawno nie było. Bo ja tak właśnie się tam poczułam – jak w domu - już od samego początku, gdy wysiadłam z samolotu była czwarta nad ranem. Ja na innej planecie, nie znająca języka, z niedziałającym telefonem, wszędzie czarno zamiast biało, a ja sama na lotnisku, bo Maximowi pomyliły się dni :-) „Do you love my country?” zapytał mnie pewien Gwinejczyk o zapędach rebelianta podczas międzylądowania w Banjoulu. A ja zamiast ‘do you love’ usłyszałam ‘do you live in my country’ i odpowiedziałam ‘No.’ Gdy pytanie padło po raz drugi… pomyślałam: ‘Kasia głupia! Przecież pokochałaś jego kraj zanim znalazłaś się w tym samolocie!’

Opowiedz nam coś więcej o Gwinei.

Turystów tam zbytnio nie uświadczy, to jedno z najbiedniejszych państw na świecie i nie ma za wiele kurortów, pięknych zabytków, jak chociażby w sąsiadującym Mali, gdzie turystyka ładnie się rozwija. Stolica, w której mieszkałam - Conakry wygląda miejscami jak po wojnie. Choć zależy czego kto szuka pod hasłem zabytek. Bo ja szukam kultury żywej, a taką Gwinea stoi i pod tym względem jest jak prawdziwy brylant. Tak sobie myślę, że każdy biały, którego tam widziałam jest takim turystą kultury :-) Jeździ tam żeby się uczyć grać muzę: djembe, dunduny, kora, balafon, uczyć się tańca afrykańskiego, czy śpiewu.

Ja za wszelką cenę nie chciałam tam być zwykłym turystą i dlatego aparat wyjęłam z plecaka dopiero po jakimś tygodniu życia w Gwinei, i to też po burzliwej wewnętrznej debacie ‘za’ i ‘przeciw’.  Nie pojechałam tam turystycznie zwiedzać tego życia, skosztować manioku z ryżem, porobić sobie zdjęcia, tylko żyć tym życiem i jeść ten maniok przez miesiąc dzień w dzień. Wróciłam do Polski i co wsuwam na obiad? Ryż :-)

Znalazłaś tam, to czego szukałaś?

Znalazłam więcej. Dostałam więcej. Zostawiłam tam więcej, niż mogłam przewidywać. Choć tak naprawdę to nie przewidywałam, jak TAM będzie. Nie było czasu.

Ciekawa jestem jacy są tamtejsi ludzie?

Tacy, że za nimi tęsknię. Tacy, że po powrocie do Polski, nie mogłam się ‘ludzko’ odnaleźć’. Niesamowicie otwarci i spontaniczni. Rozgadani maksymalnie. Gwinea jest biednym krajem. Ludzie tam w naszym zmaterializowanym rozumieniu nie mają nic. Bo co, pieniędzy nie mają, pracy nie mają, woda w studni, toaleta w dołku i ryż codziennie na obiad i kolację. Mówimy cały czas o życiu w stolicy kraju, bo tam byłam, ale cały czas o zwykłych ludziach. Nie znaczy to jednak, że nie znajdziemy tam rozgwieżdżonego hotelu z europejskim jedzeniem. Gwoli uspokojenia, znajdziemy :-) Ale ludzie tam mają coś czym są dla mnie najbogatsi na świecie. Niezwykłą prostotę, którą kocham i podziwiam, szczerość i pojęcie, które chyba ja ukułam – czysto wydestylowaną radość. Radość, jakiej nigdzie indziej nie spotkałam. Nigdzie indziej i nigdzie takiej. Takich przynajmniej ich poznałam i o takich opowiadam.

A co możesz powiedzieć o ich życiu codziennym? Mieszkając u rodziny miałaś pewnie okazję lepiej poznać ich dzień powszedni.

Teraz, jak o tym myślę, to niby tak, choć nie do końca. Śniadania jedliśmy razem, potem ja dreptałam pokornie na swoje warsztaty tańca i gry, a gdy się kończyły oznaczało, że jest pora obiadu. Potem często chodziliśmy z moimi nauczycielami na próby baletu, w którym grają, a potem do nocy były imprezy. Mariage- czyli imprezy weselne, sabary organizowane poweselnie lub po prostu w celach zabawy i moje ukochane dumdumby, zawsze coś. Ktoś kiedyś powiedział, że życie upływa im na imprezach. Coś w tym jest. Z uwagi na kulturę jest to nieodłącznym, ale jednocześnie takim bardzo naturalnym elementem ich życia, w którym wręcz buzuje muzyka i taniec, niczym lawa w wulkanie. Wszystko tam dzieje się ‘razem’, ‘we wspólnocie’, są jak ‘wielka rodzina’. A rodziny są tam potężne z uwagi na możliwość wielożeństwa.  W naszej rodzinie są trzy żony (wszystkie kochane, nie wiem, która bardziej) i około 20 dzieci. Rano śniadanie dla męża szykują żony, częściej te młodsze, patriarchat jest zauważalny. Od około ósmej rano do południa dzieci są w szkole. Rano często jest pranie i sprzątanie. No i modlitwy. W prawie 90% Gwinea jest muzułmańska. Nie da się tego nie zauważyć. Po powrocie dzieci rozpala się węgielki na kuchenkach przypominających małe kominy. Po obiedzie dzieci pomagają w sprzątaniu, a że zbliża się wieczór zaraz będą imprezy, trzeba się przygotować, tym bardziej, jeśli się je prowadzi, a taką rzeczywistość poznałam mieszkając w rodzinie artystów.

Jakie są gwinejskie kobiety?

Piękne…

Zaprzyjaźniłaś się z którąś z nich?

Bardzo głębokim szacunkiem obdarzyłam nasze trzy ‘matki’. Spokojnie mogłam sobie koło nich usiąść i tak po prostu się do nich przytulić. Bo pogadać… to już ciężko było, bo nie potrafiłam za wiele, a właściwie nic powiedzieć :-) Urzęduje tam francuski, a lokalnie mieszkaliśmy w obszarze ludzi z grypy etnicznej Susu. Francuskiego w ogóle nie znałam, a susu uczyłam się ciut w Polsce, ale jak się okazało książka swoją drogą, a życie swoją. W tym też miejscu pragnę podziękować mojemu Biurowi Podróży, które włada wieloma językami. Dzięki Maxime :-) czas dużo mnie uczył, ale to był tylko miesiąc...

Czy coś Cię zawiodło w tym kraju?

Właśnie język. To jest jedyna rzecz jakiej najbardziej żałuję (oprócz tego, że nie przejechałam się na dachu taksówki) – że nie potrafiłam mówić! Że nie mogłam żartować, zapytać o miliony rzeczy, opowiedzieć o milionach rzeczy, ale widać to mi było potrzebne. Aha, no i jeszcze zawiódł mnie samolot, którym wylatywałam z Conakry. Był. Choć bardzo chciałam, żeby go odwołali.

Myślisz, że powinnaś tam jeszcze wrócić?

Muszę. Obiecałam. Muszę o te miliony rzeczy zapytać, o milionach rzeczy opowiedzieć.  Na to trzeba przynajmniej! kilkuletnich powrotów. Tak naprawdę nie wiem nic o tym kraju, o tych ludziach. Nie wiem nic o tej muzyce. Czy powinnam tam wrócić? To tak, jakby zapytać dziecko czy chce wrócić do domu. Tęsknie za Afryką i zastanawiam się jak uzbierać pieniądze, żeby tam wrócić już w styczniu.

Masz zamiar jakoś wykorzystać, to czego się tam nauczyłaś?

Ha :-) W Gwinei nauczyłam się miliona rzeczy, na przykład poruszania w tłumie :-) i tę umiejętność bez skrupułów wykorzystuję. Tak, mam wiele niecnych planów, m.in. chcę być czysto radosna i uczyć się ludzi. Chciałabym też choć trochę zrozumieć instrument, którego pasja zawiodła mnie do Gwinei. Prowadzę warsztaty bębniarskie z dziećmi w Rytmicznej Radości w Warszawie. Oprócz siebie to właśnie też dla nich chcę się uczyć, chcę im opowiadać, chcę im pokazywać. Chcę, żeby to było żywe. Niedawno uświadomiłam sobie, że to, co robię jest szalenie odpowiedzialne – albo w tych maluszkach wzbudzę zainteresowanie bębnem, muzyką, która w nim drzemie i pięknem świata, z którego pochodzi albo zniechęcę na zawsze :-) Kiedyś chłopiec mnie zapytał, „Czy mieszka Pani w Afryce?”:) Teraz już mogę powiedzieć, że tak, bo odkąd wróciłam ciągle w niej mieszkam.

Chciałabym też zabrać do Gwinei wszystkich ludzi. Niekoniecznie, żeby tam grali, czy tańczyli, ale żeby poŻYLI. A potem ich stamtąd wywieźć, żeby pokazać im, że to my bardziej potrzebujemy Afryki, niż Afryka nas.

My potrzebujemy bardziej Afryki, bo…

Bo nam szalenie brakuje pokory, szczerości i przede wszystkim takiej radości. My umarlibyśmy bez prądu, oni świetnie radzą sobie po ciemku uprawiając konakryjską wspinaczkę górską, czyli.. chodząc po mieście :-) Oni cieszą się sobą nawzajem zagadując i pozdrawiając, my w metrze chowamy głowę w gazetę lub śpimy. Bo miliony powodów, a nam się zdaje, że jesteśmy tacy hop do przodu, że wszystko wiemy, że to od nas Oni powinni się uczyć, ale to TAM fanta i bagietki smakują nieziemsko, mango rośnie przy drogach, a banany są zielone. Myślimy, że zjedliśmy wszystkie rozumy, a nie wiemy nawet, jak smakuje maniok...

Na tej stronie więcej informacji, ciekawostek i zdjęć:

Strona Kasi o Gwinei

Poniżej na zdjęciu wielki człowiek, wielki muzyk, solista baletu Saamato de Guinee,

mój nauczyciel djembe i dundun Mohamed Camara. Wontanara Przyjacielu!

Zapraszamy do Gwinei !!!

Zdjęcia pochodzą z archiwum Kasi i Maxima.

 
Opublikuj na Facebook
 
© Copyright 2010
Kufer Podróżnika
ul. Klimeckiego 14
30-705 KrakĂłw
Projekt i wykonanie: zalecki www design Maroko Spa